Szanowny Pan Tomasz Wołek

Redaktor Naczelny

ŻYCIE

 

Szanowny Panie Redaktorze.

W ŻYCIU Nr 149 z dnia 29.06.1999 ukazał się artykuł Pani Redaktora Grażyny Zawadki "Pacjent stoi na straconej pozycji".

 

Problem poruszony przez Panią Redaktor moim zdaniem wymaga nieco szerszego i bardziej merytorycznego przedstawienia. Dlatego uprzejmie proszę o zamieszczenie w Pańskiej gazecie poniższego tekstu dotyczącego odpowiedzialności zawodowej lekarzy. Problemem tym ustawowo zainteresowany jest samorząd zawodowy lekarzy. Na ten temat pojawia się też wiele artykułów prasowych.

 


Odpowiedzialność zawodowa lekarzy

Z artykułu Pani Grażyny Zawadki pod tytułem "Pacjent stoi na straconej pozycji" nie znający sprawy czytelnik mógłby wywnioskować, że w jakiś niezrozumiały sposób powstały przepisy dotyczące odpowiedzialności zawodowej lekarzy niezgodne z Konstytucją i niekorzystne dla chorych. Potwierdzeniem tej złej sytuacji ma być list Rzecznika Praw Obywatelskich skierowany do Minister Zdrowia i Opieki Społecznej.

Tekst listu nie był dostępny czytelnikom. Podkreślone w artykule stwierdzenia, że pacjent jest na straconej pozycji są stwierdzeniami skarżących i Autorki nie zaś opinią Rzecznika. W liście Profesor Zieliński zwraca natomiast uwagę na częściową niezgodność obowiązujących obecnie przepisów prawnych dotyczących postępowania w przedmiocie odpowiedzialności zawodowej z przepisami nowego Kodeksu Postępowania Karnego oraz na niezgodny z Konstytucją sposób zapisania niektórych przepisów rozporządzenia Ministra Zdrowia regulującego tryb postępowania. Z jego uwagami trudno byłoby dyskutować.

Argumenty Rzecznika co do umocowania skarżącego jako strony opierają się jednak na dyskusyjnym założeniu, że postępowanie mające charakter dyscyplinarny i prowadzone wewnątrz korporacji zawodowej ma spełniać wszystkie wymogi postępowania karnego przed sądami powszechnymi. Trzeba też jeszcze wziąć pod uwagę, że przepisy, o których mowa powstały w 1989 i 1990 roku, pod rządami poprzedniej Konstytucji i poprzedniego Kodeksu Postępowania Karnego. W postępowaniu karnym stronami byli wówczas prokurator i oskarżony. Podobnie są skonstruowane przepisy o odpowiedzialności zawodowej innych korporacji zawodowych. Obecnie przyznano więcej uprawnień pokrzywdzonemu i jest oczywiste, że przepisy mające już 10 lat nie uwzględniają nowych rozwiązań.

W opinii wielu osób zajmujących się problemami odpowiedzialności zawodowej nie jest celowe ani uzasadnione dążenie do utworzenia postępowania będącego dokładnym powtórzeniem procedury karnej przed sądem powszechnym. Przestrzeganie podstawowych zasad tej procedury w postępowaniu o charakterze dyscyplinarnym ma na celu przede wszystkim zachowanie jednolitego, przejrzystego trybu. Najważniejsza jest natomiast merytoryczna ocena działań obwinionego lekarza dokonywana przez osoby znające zasady i realia praktyki lekarskiej z własnego doświadczenia. Postępowanie to stanowi dodatkowy mechanizm oceny i eliminacji działań lekarzy postrzeganych jako niewłaściwe przez chorych, instytucje lub samych lekarzy. Nie można traktować go jako głównego miejsca rozstrzygania sporów pomiędzy chorym a lekarzem. Do tego są powołane przede wszystkim sądy powszechne. Dlatego pokrzywdzony ma tu tylko niektóre uprawnienia strony. Może on jednak równocześnie złożyć skargę w prokuraturze, gdzie ma nieco więcej uprawnień i wnieść powództwo cywilne, gdzie jest w pełni stroną postępowania. Trudno byłoby więc utrzymywać, że ograniczone uprawnienia skarżącego w postępowaniu dyscyplinarnym istotnie ograniczają możliwości dochodzenia sprawiedliwości.

Zanim więc zaczniemy zmieniać przepisy dotyczące odpowiedzialności zawodowej lekarzy - o co samorząd lekarski zabiega już od dłuższego czasu - trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy postępowanie to ma powielać postępowanie karne. Moim zdaniem nie jest to celowe albowiem doprowadzi do sytuacji, w której rzecznik odpowiedzialności zawodowej i sąd zawodowy będą w coraz mniejszym stopniu instytucjami oceny zawodowej, a staną się jeszcze jednym miejscem dyskusji prawnych.

Romuald Krajewski